Bycie singlem

Awatar użytkownika
Andwer
Gospodarz
Posty: 2601
Rejestracja: 27 lut 2017, 8:53
Gender:

Bycie singlem

Post: #1904 Andwer
15 lip 2017, 16:06

Większość chorujących żyje samotnie, bo rodzina to odpowiedzialność a za nią kryją się też problemy codzienne, udręki, by starczyło od wypłaty do wypłaty, na rachunki, na utrzymanie domu i całej rodziny. Wiem, że choć wielu marzy o założeniu rodziny jednak jest to poza ich zasięgiem. Schizofrenia to ciężka choroba to nie są przelewki.
Ale nie o chorobie chciałbym napisać.
Byłem singlem do wieku 34 lat. Czyli wziąłem ślub stosunkowo późno. Choć choroba znacznie przyczyniła się w opóźnieniu do zamiarów wejścia w nowy stan cywilny to mimo wszystko nie żałuję, że tak późno mi przyszło do ożenku. Miałem wcześniej dziewczyny, a było ich pięć. Najdłużej kręciłem z Agnieszką,bo 8 lat, która mieszkała 150 km dalej, jeszcze przed chorobą i pewnie było by coś z tego, bo planowaliśmy nawet imiona dla swych dzieci, ale po tym jak zachorowałem zadzwoniłem do niej i powiedziałem wściekły ze z nią zrywam, ona nic nie wiedząc o mojej chorobie przyjęła to boleśnie. Z tego co się dowiedziałem poznała faceta i wyjechała na drugi koniec Polski. To było wiele lat temu i kiedyś na Nk.pl napisałem jej o swojej chorobie i odpisała, że jest jej przykro bo nic o tym nie wiedziała. Próbowała reaktywować związek, ale ja już byłem zaręczony z obecną żoną. W sumie szkoda, bo ona studiowała farmaceutykę i teraz moglibyśmy uzupełniać się wiedzą:)
Większość z moich dziewczyn to były spoko babki i były dobrym materiałem na żonę:) Z wyjątkiem jednej, która była o osiem lat młodsza. Miała fatalną reputację w całym regionie, jak nie powiecie. Uchodziła za tą którą dawała dupy na prawo i lewo i była kleptomanką. Jednak trzeba jej przyznać, że cycory miała, że ho ho i cudną urodę. Choć na żonę się nie nadawała to warta była niejednej przygody.
Chciałem w końcu przejść do sedna, czyli o byciu singlem, bo widzę jednak, ze za dużo wspominam o chorobie.
Jak wspomniałem byłem singlem, kawalerem do wieku 34 lat i można powiedzieć, że jestem w temacie.
Miałem wielu kumpli, koleżanek, przyjaciółek, przyjaciół. Spotykaliśmy się w barach, kawiarniach, restauracjach, pubach, klubach, karczmach, w domach, na podwórkach, w plenerze, w lesie i gdzie się dało na grillu i ogniskach.
To były piękne czasy, bo raz, że byłem dużo młodszy a dwa, że miałem ciekawe towarzystwo, w którym nie marnowało się czasu, ani nie nudziło. Obracałem się wśród młodych kawalerów, panien a także dużo starszych ode mnie starych panien, ale to było moje towarzystwo. Alkohol w tle był, oczywiście, ale nie było trawki, dopalaczy ani innego cholerstwa.
Może i ktoś wtedy myślał o zakładaniu rodziny, ale raczej wszyscy wyglądali na zadowolonych na swój obecny stan cywilny. Bycie singlem/singielką to przecież błogosławieństwo. Same korzyści.
Jedna z moich kumpeli mówiła, że żyje wiele lat sama, ale nie ma pokusy by być z mężczyzną. Jeden już ją zranił i sie zraziła. Lata jej lecą, ale cieszy się, że sama śpi w pośrodku łóżka, sprząta tylko po sobie, zarabia i wydaje własne pieniądze,wychodzi i przychodzi kiedy jej się podoba, robi karierę i nie martwi się czy koliduje to z jego karierą, sama planuje swoje wieczory, gotuje albo i nie i nie dzieli z nikim pilota.
Inna mówiła, że nie podoba jej się przekonanie w społeczeństwie, że jest nieszczęśliwa bo nie znalazła sobie odpowiedniego faceta. Dlaczego jej życie miało zależeć od tego kiedy i z kim wyjdzie za mąż. Nie godziła się z sugestią, że jest samotna. Skoro nigdy nie mieszkała z mężczyzną, jak mogło jej go brakować.
Oczywiście stare panny ciągle stykały się z osobami które zawsze coś głupiego miały im do powiedzenia. Spotykacie się z kimś poważnym? Skoro były szczęśliwymi singielkami i nie szukały księcia z bajki, uważano je za odmieńców, za kogoś nad kimś trzeba się litować. No tak. Pewna sąsiadka, była wiecznie pogrążoną w żałobie wdową, a jeszcze inna miała męża tyrana, który ją lał, ale obie były przekonane, że żyje im sie lepiej od nich.
Chłopców aż tak sie nie czepiają jak panien. Ale jednak trochę tak. Zastanawiałem się przez lata, czy ja aby nie ożeniłem sie pod presją społeczeństwa, ale jednak nie. Ja po prostu potrzebuję kogoś obok siebie, kim będę się opiekował i mną się będzie opiekować.Zawsze chciałem mieć rodzinę i kochać i być kochanym.
Szanuję osoby które wolą być same i nigdy takim nie nagaduję.
Bycie singlem, to wiele zalet, bo taka osoba potrafi sie rozwijać, robić karierę, marzyć i spełniać marzenia.
Widzę też, że nie każdym to sprzyja. Znam osoby samotne, zaniedbane, nie dbające o higienę, bo im nie ma kto zwracać uwagę. Ale to ich wybór.

Awatar użytkownika
Kluskowa
Administrator
Posty: 4584
Rejestracja: 05 mar 2017, 7:19
Gender:

Re: Bycie singlem

Post: #1914 Kluskowa
15 lip 2017, 18:56

Po pierwsze nie podoba mi się nazwa "stara panna", tak jakby o wartości kobiety decydowało tylko to, jakiego sobie faceta przygrucha i ile ma z nim bachorów... Okej, niektóre same tak myślą i się godzą na takie traktowanie, spoko, ich życie.

Co do mnie. Nigdy nie miałam faceta. No, kręciłam dawno temu z takim Pawłem przez dwa tygodnie. :lol: On był równie pieprznięty jak ja, a ja jeszcze wtedy się nie leczyłam, także nic dobrego nie mogło z tego wyjść. Czasem, bardzo rzadko ale jednak, przypomina mi się ten gość i zastanawiam się przez chwilę jak dalej potoczyło się jego życie, co teraz robi itp.
Kręciłam też z niejakim Przemkiem, ale okazał się sprośną świnią. Nie jestem jakąś purystką, ale facet wyskakujący do obcej kobiety z pytaniem czy mu zrobi loda to chyba lekka przesada, mimo wszystko. :lol:

W liceum bardzo cierpiałam z powodu braku miłości, seksu, bliskości itp. Byłam po uszy zakochana w takim facecie z Warszawy, 6 lat starszym ode mnie. Nic sensownego z tego nie mogło wyjść i bardzo dobrze, że nigdy do niego nie pojechałam, bo jeszcze narobiłabym jakichś głupot, jak to w psychozie i do dziś bym tego żałowała. Mam go w znajomych na facebooku, ale nie gadałam z nim od chyba 11 lat... Jak to mówi moja przyjaciółka, też schizo - "jeśli ludzie nie gadali ze sobą od 11 lat, to nie ma powodu aby nagle to zmieniać".
Nie byłam brzydka, ale wszyscy potencjalni partnerzy uciekali ode mnie gdzie pieprz rośnie. Długo się głowiłam dlaczego tak jest i popadałam w różne depresje i paranoje, teraz już wiem - to był po prostu mój schizotypowy charakterek, który mało kto potrafił ścierpieć. :lol:
Miałam też silny popęd, na moje szczęście jednak nie odważyłam się na żadne tzw ryzykowne zachowania i nie narobiłam żadnych głupot.

Wszystko zmieniło się kiedy zaczęłam się leczyć. Po końskiej dawce neuroleptyków popęd się gdzieś rozpuścił, zniknęła potrzeba bliskości, potem jeszcze próbowałam szukać szczęścia na portalach randkowych, ale szybko stwierdziłam, że to nie ma żadnego sensu. Co z tego, że ktoś do mnie napisze, że z kimś pogadam... Nie mogłabym być w związku z facetem, który nie rozumiałby mojej choroby i który na 99,9% odszedł by ode mnie gdyby dowiedział się co mi siedzi w głowie.

Poza tym związek to problemy, zobowiązania, jakieś tam obowiązki i wyrzeczenia. W dupie to mam. :D Mam wystarczająco dużo kłopotów ze światem, żeby fundować sobie kolejne i to jeszcze tak ciężkiego kalibru. Poza tym nie chcę sobie spieprzyć życia jak moja matka... I przy okazji spieprzyć życia własnemu dziecku. Dlatego moje dziecko nigdy się nie urodzi. Mam 31 lat i taki jest mój wybór.

Nie czuję się samotna, a 4 h interakcji z ludźmi w pracy to aż nadto. Niektórzy, zwłaszcza panie starszej daty dziwią się że nie myślę o ślubie i, ewentualnie, macierzyństwie. Nie może im się pomieścić we łbach, że ktoś może tego nie chcieć... Zwłaszcza kobieta.

TL;DR
Nie chcę mieć faceta, bo jak się ma faceta to trzeba się myć i nie można grać cały dzień na kompie.

xD
We put cameras in the cameras. She'll never suspect.

Awatar użytkownika
Andwer
Gospodarz
Posty: 2601
Rejestracja: 27 lut 2017, 8:53
Gender:

Re: Bycie singlem

Post: #1915 Andwer
15 lip 2017, 21:03

Kluskowa pisze:Po pierwsze nie podoba mi się nazwa "stara panna", tak jakby o wartości kobiety decydowało tylko to, jakiego sobie faceta przygrucha i ile ma z nim bachorów... Okej, niektóre same tak myślą i się godzą na takie traktowanie, spoko, ich życie.

U mnie w środowisku to powszechne określenie, używa sie go równie często co "podaj masło" z tym że to drugie to konieczna czynność a określenie stara panna używa pospólstwo by dopiec innym. Myślę, że te prostaki to robią po to by ulżyć sobie w nieszczęśliwym i niespełnionym życiu.

Awatar użytkownika
Kluskowa
Administrator
Posty: 4584
Rejestracja: 05 mar 2017, 7:19
Gender:

Re: Bycie singlem

Post: #1965 Kluskowa
23 lip 2017, 7:21

A, jeszcze jedna rzecz mi się przypomniała. Jak chodziłam na dzienny, spotkałam się z takim gościem, którego poznałam przez net. O dziwo nie uciekł po pierwszym spotkaniu, zaczęłam sobie więc robić jakieś nadzieje, małe bo małe ale jednak... I pewnego razu on zapytał co robię, pracuję czy uczę się czy co. Powiedziałam mu enigmatycznie, że chodzę na terapię. Nie wiedział oczywiście na jaką terapię, ale musiał dowiedzieć się gdzie. I... przestał się do mnie odzywać. Ot tak zwyczajnie.

Mała strata, krótki żal. Dobrze, że wyszło to tak wcześnie, niż później jakbym zaczęła się angażować. I od tego momentu dałam sobie spokój z serwisami randkowymi. Bo to bez sensu. Nie mogłabym być z facetem, który by nie rozumiał i nie akceptował mojej choroby.
Wniosek? Kandydata na partnera musiałabym szukać w psychiatryku. :lol:
We put cameras in the cameras. She'll never suspect.

Indea
Początkujący
Posty: 23
Rejestracja: 31 mar 2017, 17:21

Re: Bycie singlem

Post: #1969 Indea
23 lip 2017, 15:03

.
Ostatnio zmieniony 03 lut 2018, 15:04 przez Indea, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Andwer
Gospodarz
Posty: 2601
Rejestracja: 27 lut 2017, 8:53
Gender:

Re: Bycie singlem

Post: #2006 Andwer
24 lip 2017, 18:01

Kluskowa pisze:A, jeszcze jedna rzecz mi się przypomniała. Jak chodziłam na dzienny, spotkałam się z takim gościem,
Wniosek? Kandydata na partnera musiałabym szukać w psychiatryku. :lol:

Nie radzę, bo to może oznaczać podwójne ciężkie życie. :)
Nie doświadczyłem tego ale czytałem o przypadkach kiedy pewna kobieta cierpiąca, nie dość ze bardzo ciężko radziła i zmagała się ze swoją schizofrenią, to jeszcze ostatkiem sił które właściwie już jej sie kończyły musiała brać udział z chorobie partnera, który z jakiegoś powodu przestał brać leki i jego choroba nasiliła sie do tego stopnia, ze jej ostatnie siły wyłącznie koncentrowały sie wokół partnera. A jaki to ciężki kawałek chleba nie muszę mówić.
Ale życie pisze różne scenariusze, i taki związek możne myć naprawdę udany

Awatar użytkownika
Kluskowa
Administrator
Posty: 4584
Rejestracja: 05 mar 2017, 7:19
Gender:

Re: Bycie singlem

Post: #2015 Kluskowa
24 lip 2017, 18:37

Mam w pracy schizofrenika, którego żona też choruje. Ciągle na nią narzeka, ale nie wiem czy ona jest jakaś nieznośna przez chorobę, czy po prostu sobie marudzi jak typowy mąż pantoflarz. ;)
We put cameras in the cameras. She'll never suspect.

Indea
Początkujący
Posty: 23
Rejestracja: 31 mar 2017, 17:21

Re: Bycie singlem

Post: #2018 Indea
25 lip 2017, 21:54

Jesli obydwoje chorzy sie lecza, mysle, ze i takie zwiazki maja szanse na powodzenie. Jednak mysle, ze to nie dla mnie. Jestem slaba psychicznie i nie radze sobie z moja choroba to co dopiero uganiac sie jeszcze cudzą.

Awatar użytkownika
Andwer
Gospodarz
Posty: 2601
Rejestracja: 27 lut 2017, 8:53
Gender:

Re: Bycie singlem

Post: #2025 Andwer
26 lip 2017, 19:26

Jestem po rozwodzie, więc jestem kawalerem z odzysku.
Od momentu rozwodu mieszkaliśmy osobno raptem kilka miesięcy i dalej mieszkamy razem. To żona postanowiła się rozwieść ze mną i to ona we własnej osobie starała się byśmy znów zamieszkali razem. Stój, czekaj, ale już ma być nie tak lekko.
Pracuję na swoje konto i mogę sobie robić z kasą co chcę, mam ją tylko dla siebie :) Jakąś tam sumkę daję jej co miesiąc, bo jakby nie było jest jeszcze córeczka, która potrzebuje zjeść, ubrać się itd,.. Jednak już żonie nie daję całej wypłaty jak to było kiedyś. Fakt teraz żona jest niezależna finansowo i ma kasy jak lodu, ale pomyślę sobie jaki ja kiedyś byłem frajerem, że oddawałem jej całą sumę.
Obecny układ jest dla mnie najlepszy z możliwych. Nie ograniczam się, bo jeśli coś chcę sobie kupić to po prostu idę po to. A kiedyś wszystko musiałem sobie odmawiać. Mogę wyjść z domu kiedy chcę i do kogo chcę.
To nie ja chciałem rozwodu, choć go bardzo przeżywałem to teraz ten rozwód to prawdziwe błogosławieństwo. :)
Czuję, że się spełniam i żyję. Jeśli zdrowie będzie dopisywało uważam, ze jeszcze w życiu wiele mogę osiągnąć i spełnić marzenia.

Awatar użytkownika
Andwer
Gospodarz
Posty: 2601
Rejestracja: 27 lut 2017, 8:53
Gender:

Re: Bycie singlem

Post: #2039 Andwer
28 lip 2017, 6:53

Mam kolege ktory jak twierdzi, cierpi że nie ma kobiety. Niepokoi go samotność która jest nieuchronna. Teraz ma rodziców, ale marzy mu się własna rodzina.
Problemem jest jego nieśmiałość. I nie ma sposobu by jego serce znalazło drugą połówkę

Awatar użytkownika
karuna
Moderator
Posty: 1032
Rejestracja: 30 mar 2017, 20:52
Lokalizacja: bez znaczenia
Zawód: nic.

Re: Bycie singlem

Post: #2367 karuna
25 sie 2017, 20:05

Andwer pisze:Mam kolege ktory jak twierdzi, cierpi że nie ma kobiety. Niepokoi go samotność która jest nieuchronna. Teraz ma rodziców, ale marzy mu się własna rodzina.
Problemem jest jego nieśmiałość. I nie ma sposobu by jego serce znalazło drugą połówkę

O, to jak ja. Choć rodziny nie zamierzam zakładać. :)

Awatar użytkownika
Melecjusz
Zaprzyjaźnieni
Posty: 394
Rejestracja: 31 mar 2017, 12:07

Re: Bycie singlem

Post: #2380 Melecjusz
25 sie 2017, 20:45

podobnie ma sie to do mnie /bezradny/
ale tym nie jestem zakłopotany

Awatar użytkownika
Kluskowa
Administrator
Posty: 4584
Rejestracja: 05 mar 2017, 7:19
Gender:

Re: Bycie singlem

Post: #2877 Kluskowa
17 wrz 2017, 10:18

Pisałam w innym wątku, że wczoraj pomagałam w przeprowadzce koleżance. Koleżanka będzie mieszkać z siostrą i jej dziećmi. Opowiem wam o niej kilka słów, trochę ku przestrodze dla kobiet, które myślą, że bez faceta są nic nie warte i koniecznie muszą mieć rodzinę.

Ogólnie ich rodzina jest cokolwiek patologiczna. Koleżanka ma w sumie czwórkę rodzeństwa, jej młodszy brat jest totalnym żulem i alkoholikiem, a ma dopiero 31 lat. A moja opowieść będzie o jej starszej siostrze.
Jest to fajna, inteligentna kobieta. Niestety ich rodzice mieli na wszystko wyjebane, także na edukację swoich dzieci. Moja koleżanka jest jedyną osobą w tej rodzinie, która ma maturę. Jej siostra miała zawsze niską samoocenę. Uważała się za grubą, brzydką, głupią, beznadziejną. To oczywiście nieprawda, ale wiecie jak to jest kiedy mamy o sobie złe zdanie. No i przyplątał się do niej pewien facet i się zakochała bo wow, w końcu ktoś ją zechciał! Niedługo po ślubie zaczęło być jasne, że wlazła w gówno. Ten jej chłop ani przystojny, ani inteligentny, ani nawet bogaty. Za to mniemanie o sobie że hoho, a i okazało się, że lubi sobie popić... W 2010 pojawiła się na świecie ich córka. Jak mała miała 2, 3 lata, koleś kilka razy uderzył swoją żonę. Jak na ofiarę przystało, nie poszła na policję ani nic, bo się bała, bo obiecał poprawę itp. Ale w końcu nie wytrzymała, wzięła dziecko i wraz z młodszą siostrą (czyli moją koleżanką) wyprowadziły się. Niestety przerosło je to finansowo, a właściciel mieszkania jeszcze je oszukał. Tymczasem mąż przepraszał, obiecywał, kajał się i... wróciła do niego, jak ta głupia gąska. No i pojawiło się drugie dziecko, chłopczyk. Kobieta marzyła, że będzie miała normalną, szczęśliwą rodzinę, ale wtedy mężuś pokazał swoje prawdziwe oblicze. Wywalili go z jednej pracy, z drugiej pracy (był kierowcą... no i zgadnijcie za co go wywalili... przyszedł pijany do pracy i w tym stanie chciał prowadzić samochód), w końcu coś tam znalazł, jakaś robotę w magazynie. Oczywiście na rachunki, dom, dzieci nie chciał dawać złamanego grosza - bo to JEGO pieniądze, JEGO laptop, JEGO coś tam i tak dalej. Były ciągłe kłótnie, chlanie, awantury i w końcu siostra koleżanki przejrzała na oczy - starsza córka zaczęła się moczyć w nocy i mieć straszne lęki, a młodszy synek przestał mówić. Kiedy powiedziała mężowi, że za kilka dni się wyprowadza, ten zabronił jej korzystać z pralki i ciepłej wody, żeby mu nie nabijała rachunków... Ponadto bredził, że ona na pewno ma kochanka i przez to zwolnili go z pracy, gadał dzieciom jakieś rzeczy na nią itp.
No i teraz koleżanka z siostrą postanowiły znów wynająć razem mieszkanie, a siostra chce się w końcu definitywnie się rozwieść z tym lujem. Wczoraj z nią gadałam, mówiłam jej jak to było z moim ojcem, mówiłam jak to działa na dzieci, żeby też pomyślała o sobie itp.

To jest tragedia, kiedy ktoś niesłusznie uważa siebie za zero i pakuje się w toksyczny związek, mówię zarówno o kobietach jak i o mężczyznach, bo i takie przypadki są choć mniej się o nich mówi. A potem pojawiają się dzieci i problem się nawarstwia, wszyscy na tym cierpią, a dzieci mają zrytą psychikę do końca życia (mówię z autopsji).
Moja mama się rozwiodła, ale była w nieco innej sytuacji niż siostra koleżanki - miała studia, stałą pracę i tym samym więcej możliwości. Ale wierzyła w siebie, była niezależna. Ale niestety nie umie być asertywna i wrzód ciągle się odzywa, a to nie ma co jeść, a to nie ma na bilet, wykorzysta każdą okazję żeby się do nas wcisnąć...

A siostra koleżanki nie ma żadnego wykształcenia (chociaż mogłaby mieć), pracuje w magazynie pewnego marketu, nie jest to ani łatwa ani przyjemna praca. Jest zagubiona, ale chyba już zrozumiała, że przy tym pijaku nie czeka ją nic dobrego, a dzieciaki tym bardziej.
Pointa: strasznie współczuję ludziom, którzy uważają, że nie mogą istnieć bez drugiej połówki i uzależniają się od jakichś dupków lub zdzir, zwłaszcza finansowo. Nie wolno lekceważyć sygnałów ostrzegawczych, nie ma co wierzyć w "on/ona się zmieni", nie wolno myśleć, że "dzieci muszą mieć obu rodziców", bo rodzic alkoholik to tylko źródło problemów i traumy dla dziecka.
Może koleżanka siostry jeszcze pozna normalnego, przyzwoitego faceta, który będzie dobrym mężem i ojcem. A jeśli nie, to niech zrozumie, że samodzielnie też można egzystować, a byle śmieciem się nie dowartościuje.
Kobieta bez faceta jest jak ryba bez roweru, zresztą facet bez kobiety tak samo. ;)
We put cameras in the cameras. She'll never suspect.

Awatar użytkownika
Andwer
Gospodarz
Posty: 2601
Rejestracja: 27 lut 2017, 8:53
Gender:

Re: Bycie singlem

Post: #2895 Andwer
18 wrz 2017, 18:57

Dużo jest takich podobnych rodzin. Smutne to. Przed ślubem wszystko pięknie a po dramat.
Czasem sobie wypiję, ale gdy przyjeżdżam do domu to nie idę chlać z kolegami tylko najczęściej czas spędzam z córką na zabawach. Owszem wypije się w weekend, tylko, że jedziemy z całą rodzinką do kogoś albo do nas przyjeżdzają. Żona nie pije bo ktoś musi być odpowiedzialny za dziecko a poza tym prowadzi samochód.

Czasem pokłócimy się ale któż się nie kłóci? Jeśli ktoś powie, ze nigdy się nie kłóci to znaczy, że kłamie. Był u nas gorszy okres i żona się ze mną rozwiodła. W jej rodzinie rozwody to normalna sprawa u mnie w dużej rodzinie nikt się jeszcze nie rozwiódł. Wypomniałem żonie kiedyś, że u nich jeśli coś sie popsuje, to rzucają od razu do kosza a nie starają sie naprawić.
Bardzo szybko zrozumiała, że popełniła błąd. I starała się go naprawić, ja jednak zmieniłem strategię.

Nie żałuję niczego. Potrzebuję rodziny, związku, domowego ciepła. Długo byłem singlem i to mnie utwierdziło w przekonaniu, że takie życie to życie męczące i nie jest dla mnie. Nie mam złej żony i nie uważam się za złego męża czy ojca. Szwagierka z mężem i teściowa zgodnie twierdzą jakim to ja jestem dobrym ojcem. Opowiadają, ze gdy mnie nie ma moja córeczka im mówi, ze bardzo mnie kocha i tęskni za mną. Córeczce serce bym oddał. Gdy będzie dorastać nie będę popełniał głupich błędów jak to robił mój ojciec.

Awatar użytkownika
Fasolka
Zaprzyjaźnieni
Posty: 4151
Rejestracja: 01 mar 2017, 21:57
Lokalizacja: Nie wiem
Zawód: Klaun
Gender:

Re: Bycie singlem

Post: #2899 Fasolka
18 wrz 2017, 19:17

Nie rozumiem kobiet które są z kimś ze względu na to że ma swoje mieszkanie , fajny samochód i dobrze płatną pracę.
Bije ją a ona twierdzi że na to zasłużyła i to jej wina że ją uderzył , bo to ona go zdenerwowała.
Albo przeprasza ją i obiecuje że już więcej tego nie zrobi i to było ostatni raz, ten ostatni raz jest co tydzień.
Z obitą twarzą mówi że ona go kocha i on ją też.
Co roku jadą za granice na wakacje podczas których też ja napierdala udowadniając że bije ją ,bo ją kocha.
Nie tylko ją bije, znęca się też nad nią psychicznie krzycząc że ona bez niego byłaby nikim i ma robić to co on mówi , bo inaczej wyrzuci ją na ulicę.

Pół biedy kiedy nie ma dzieci w takim związku.

Dlaczego kobiety tkwią w takim związku przez wiele lat lub biorą ślub z takimi zostając z nimi do końca ?

Nie wiem ...... może w domu rodzinnym miały tak samo i pogodziły się już dawno z takim losem nie poznając czym jest prawdziwa miłość, bo nie spotkały takiego mężczyzny,bo nie były w takim związku ?

A może jak facet znęca się nad nią fizycznie i psychicznie to to oznacza że ją kocha jak nikt inny , bo jak by tego nie robił to by od niego odeszła.

Myślę że takie kobiety cierpią na jakieś poważne zaburzenia i powinny być leczone pod przymusem :twisted:


Wróć do „Miłość, partnerstwo”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości