Matka wszystkich popaprańców.

Awatar użytkownika
Fasolka
Zaprzyjaźnieni
Posty: 4204
Rejestracja: 01 mar 2017, 21:57
Lokalizacja: Zubzacze Wielkie lol
Zawód: Klaun
Gender:

Matka wszystkich popaprańców.

Post: #27306 Fasolka
21 lis 2020, 2:55

- Ty jesteś matką wszystkich popaprańców – powtarza Marii jej dwudziestokilkuletni syn, a ona się uśmiecha, jakby usłyszała najwspanialszy komplement. Faktycznie, ma poczucie misji. Ilu już ona młodych wyciągała z różnych stanów psychotycznych...? Po kilku latach doświadczeń mówi, że około dwudziestki to zadziwiająco powszechne zjawisko. Teraz pomaga jej syn. Mają znajomego, który dzwoni w środku nocy ogłaszając, że zbawienie już nadchodzi. Więc szybko ustalają, kto będzie z nim rozmawiał.

Syn Marii zaczął mieć problemy psychiczne na studiach. Ale nie tylko on - dwóch jego dobrych przyjaciół również zmagało się z depresją, lękami, schizofrenią. Zaburzenia psychiczne coraz częściej dotykają młodych ludzi
Maria mówi otwarcie, że życie z człowiekiem cierpiącym na zaburzenia psychiczne jest bardzo trudne. Trzeba też sobie jasno uświadomić, że nie zawsze można mu pomóc, bo miłością z depresji, choroby dwubiegunowej czy schizofrenii człowieka się nie wyleczy
Jak pomóc bliskiemu, który ma problemy psychiczne? Psychiatra dr Tomasz Woźniak wskazuje, co robić, a czego bezwzględnie unikać, aby nie pogorszyć stanu chorego

Psychiatra: choroba umysłu nie różni się od choroby ciała

Maria twierdzi, że bezradność młodych ludzi w konfrontacji z zaburzeniami psychiki jest uderzająca i wciąż zbyt mało się o tym mówi. Zresztą bezradność dotyczy nie tylko osób chorych, ale i ich środowiska. Na depresję czy schizofrenię najbliższych nikt nigdy nie jest przygotowany. A wysiłki rodziny najczęściej koncentrują się na starannym ukrywaniu choroby, która nadal stygmatyzuje i ją, i chorego.

- Przede wszystkim trzeba pamiętać, że jeśli mówimy o zaburzeniach psychicznych, to są to schorzenia, w których najczęściej potrzebna jest pomoc specjalisty – mówi Małgorzata Rutkowska, psycholog, psychoterapeutka analityczna z warszawskiej kliniki Psychomedic.

– Czasem uważa się, że to, czego nie widać w postaci zmian w ciele, w wynikach badań laboratoryjnych, nie jest prawdziwą chorobą. To nieprawda. Zaburzenia psychiczne są tak samo realnymi chorobami, jak choroby somatyczne, i tak samo wymagają poważnego podejścia i leczenia. Z faktu, że problemy psychiczne "same się pojawiły", nie wynika, że same miną. Najczęściej wręcz przeciwnie, z czasem się potęgują i stają się trudniejsze do poradzenia sobie i do leczenia - mówi ekspertka.

- Nie ma powodu, by podchodzić do choroby psychicznej inaczej niż np. do zapalenia płuc – podkreśla dr Tomasz Woźniak, lekarz psychiatra z kliniki Medox w Pomiechówku. – Podstawową kwestią zarówno dla chorego, jak i jego bliskich jest rozpoznanie. Następnie informacje dotyczące procesu leczenia, np. czy chory wymaga hospitalizacji. Jeśli ktoś ma lekkie zapalenie płuc, nie potrzebuje tlenu ani stałego dozoru. Może leżeć w domu i tam przyjmować leki. Czy rodzina wyciąga go wtedy na spacery, po zakupy albo zmusza do jakiejś aktywności towarzyskiej? Nie, bo choruje na zapalenie płuc. Musi leżeć i się leczyć. Tak samo w chorobie psychicznej – dodaje dr Woźniak.

– Swoje trzeba odchorować. Proszę mi wierzyć, że jeśli stan pacjenta się poprawi, to on sam wyrazi ochotę na wyjście z domu. Choroba ma swoje prawa, a pacjent inaczej widzi świat i to trzeba zrozumieć - dodaje.
Rodzina Marii powiększyła się o depresję

- Byli niezłymi kolegami jeszcze w liceum – opowiada Maria. – Mieli, cała trójka, świetne wyniki w nauce. Wydawało się, że od razu po maturze zawojują świat. Bo kto, jeśli nie oni. A potem dość raptownie wszystko się posypało.

- Pierwszy na obserwacji psychiatrycznej wylądował Piotrek. Wprowadzał się do dziewczyny i wyprowadzał. Później pojawiła się fobia społeczna, przestał wychodzić z domu. Drugi, Paweł, który zaczął studia w Anglii, nagle je przerwał. Wrócił do kraju i podjął pracę fizyczną w jakimś magazynie, pokłóciwszy się przedtem z całą rodziną. Chodzi teraz na terapię. A trzeci wprawdzie studiował, ale znienacka, bez uchwytnego powodu, dopadł go lęk. Ten trzeci był moim synem... - mówi Maria.

- Pewnego dnia zadzwonił do mnie z uczelni i powiedział, że zaraz wraca do domu, "bo przydarzyło mu się coś dziwnego". To był jego pierwszy atak lękowy, ale wtedy nie mieliśmy o tym pojęcia. Wszedł do przedpokoju i powiedział: "Siedziałem nad chińczykiem w knajpie i nagle poczułem, że odjeżdżam. Że nie wiem, gdzie jestem. Kim są ci ludzie dookoła". Po kilkunastu minutach świat wrócił do normy, ale mój syn, nota bene kawał chłopa, 185 cm wzrostu, przestraszył się. W domu przyglądał się wszystkiemu podejrzliwie, jakby bał się, że świat mu się znowu rozpłynie. W nocy nie zasnął. Siedzieliśmy na podłodze gadając do rana, a mnie żołądek podchodził do gardła. Bo z tego co mówił, jak się zachowywał, wynikało, że wydarzyło się coś STRASZNEGO. Coś nieodwracalnego, a mój syn łapie się resztek rzeczywistości jak tonący łódki. Myśleliśmy wtedy, że to schizofrenia. W tej diagnozie dopomógł naturalnie dr Google - opowiada kobieta.

W relacjach wielu rodziców powtarza się stwierdzenie, że ich dzieci najbardziej boją się właśnie tego, że nieodwołalnie tracą rozum. A oni z reguły nie mają pojęcia, co się dzieje, nie potrafią zareagować. Tymczasem w taki sposób może objawić się np. depresja. Wcale nie ospałością i spadkiem energii, ale zaburzeniami oddechu, nastroju, derealizacją (osoba dotknięta ma poczucie, że otaczający świat jest zmieniony, nierealny), stanami lękowymi.

- Podkreślam znaczenie psychoedukacji – mówi dr Woźniak. – Najbliżsi chorego powinni dowiedzieć się od prowadzącego psychiatry, jakie są objawy prodromalne, zwiastujące epizod chorobowy, by odpowiednio wcześnie zareagować. Powinni też zapoznać się z zalecanymi formami leczenia, czyli jakie leki i kiedy musi przyjmować pacjent.

Podejrzewasz u siebie lub bliskiej osoby depresję? Zrób badania:

Syn się leczy, matka czuwa

- Trzeba się tego wszystkiego w biegu nauczyć – wspomina Maria – bo sytuacja w depresji bywa dynamiczna. I nie rezygnować z profesjonalnej pomocy. Farmakologia może względnie szybko wyprowadzić zarówno z marazmu, jak i zgasić pobudzenie lękowe. Już sam fakt, że działa, mniej więcej po dwóch tygodniach, wpływa na wszystkich kojąco.

Małgorzata Rutkowska zwraca uwagę, że choroba przebiega w układzie: chory – osoby z najbliższego otoczenia – świat zewnętrzny. Zarówno w sytuacji zaostrzonego kryzysu, gdy pierwszy raz zauważymy niepokojące zmiany w zachowaniu, nietypowy nastrój (smutek, zaniechanie aktywności lub wręcz przeciwnie - nadaktywność, nierealistyczny entuzjazm), pojawienie się dziwacznych poglądów, działań czy agresji, jak i wtedy, gdy diagnoza jest już znana, problemy psychiczne pacjenta odbijają się negatywnie na zdrowiu psychicznym członków rodziny czy partnera.

I o ile zazwyczaj wiemy, czego potrzebuje od nas osoba zmagająca się z zaburzeniem, o tyle często zapominamy o sobie jako o kimś zdrowym, kto nie jest w danej chwili najważniejszy. Tyle że bycie tym mniej ważnym, nieraz przez długie lata, wyniszcza nie tylko kogoś, kto tak o sobie myśli, ale całą rodzinę. Ponieważ nie jest ona zbiorem odrębnych niezależnych jednostek, ale wieloaspektowo powiązanym systemem. Trudno więc oddzielić kwestię, co robić w sprawie chorego od tego, co powinniśmy zrobić w związku z naszą własną sytuacją emocjonalną.

Podobne refleksje ma Maria. Mówi otwarcie, że życie z człowiekiem cierpiącym na zaburzenia psychiczne jest bardzo trudne. Trzeba też sobie jasno uświadomić, że nie zawsze można mu pomóc, bo miłością z depresji, choroby dwubiegunowej czy schizofrenii człowieka się nie wyleczy. W jej przypadku skutek odniosło połączenie empatii z jednoczesną obroną własnego terytorium. Dodaje też, że to drugie jest niezbędne, jeśli chce się przetrwać i zachować własną jaźń.

Dr Tomasz Woźniak wymienia zasady, którymi powinniśmy się kierować się w kontakcie z osobą w depresji. Ten prosty przewodnik pomaga wspierać chorych na co dzień.

Co robić?

Rozmawiaj - wykaż zainteresowanie stanem i samopoczuciem chorego
Pomóż w planowaniu - zaangażuj się w organizację czasu tej osoby
Zasugeruj wizytę u specjalisty - pomóż znaleźć profesjonalną pomoc, zawieź chorego do gabinetu lekarza lub zamów wizytę domową
Wspieraj - utwierdź chorego w przekonaniu, że może na ciebie liczyć
Zaakceptuj, zrozum - potraktuj depresję, jak każdą inną chorobę somatyczną, pozwól choremu leżeć w łóżku, jeśli odczuwa taką potrzebę
Zachęcaj - zachęcaj do wykonywania drobnych czynności, ale nic na siłę. W miarę odzyskiwania zdrowia chory sam stopniowo będzie zwiększał swoją aktywność
Słuchaj, bądź cierpliwy - słuchaj, lecz nie zmuszaj do odpowiedzi
Współodczuwaj - bądź empatyczny, wczuj się w stan chorego

Czego nie robić?

Nie udzielaj rad typu: "musisz się pozbierać, weź się w garść"
Nie bagatelizuj: "otrząśnij się, nie przejmuj się"
Nie porównuj: "inni mają dużo gorzej, ale się nie załamują"
Nie krytykuj: "ciągle tylko narzekasz, wiecznie jesteś niezadowolony"
Nie lekceważ: "sam sobie musisz z tym poradzić"
Nie nakazuj: "zrób coś, wyjdź na spacer, nie leż w łóżku"
Nie oceniaj: "ale z ciebie pesymista"
Nie obwiniaj: "ponosisz karę za swoje błędy"
Nie zmuszaj: "może byś wreszcie wstał i coś zrobił"

- Jeśli osoba z zaburzeniami jest dorosła i ma w miarę zdrowy kontakt z rzeczywistością, czyli nie ma urojeń, warto szczerze porozmawiać z nią o sytuacji, o samopoczuciu jej i naszym – radzi Małgorzata Rutkowska. – O tym, co jest dla niej trudne, i o tym, co jest trudne dla nas jako partnera, członka rodziny, współlokatora. O tym, co mimo choroby możemy robić razem i co nas łączy. O tym, że zmaganie z chorobą jest wspólnym zadaniem, i o tym, jak to zadanie planować. Jeśli towarzyszymy choremu w jego życiu i procesie leczenia, musimy też mieć w stosunku do niego wymagania, mamy prawo domagać się przestrzegania zasad, z których główną jest nieprzerywanie leczenia, ale też szacunek dla otoczenia, respektowanie uczuć innych. Jest to niezwykle ważne zwłaszcza w przypadku osób z zaburzeniami osobowości i uzależnieniami: uczą się istnienia i ważności granic międzyludzkich.

Słowa psycholożki potwierdza inna opowieść:

"Miałam sąsiadkę, która żyła pod jednym dachem z mężem i dwoma dorosłymi synami. Wszyscy trzej cierpieli na schizofrenię. W dodatku co pewien czas nie brali leków. Zarówno mąż, jak i synowie mieli potem konflikty z prawem itp. Sytuacja nie do pozazdroszczenia, ale ta moja sąsiadka umiała z nimi postępować, zachowując jednocześnie własne zdrowie psychiczne. Wydaje mi się, że kluczową rolę odgrywała jej akceptacja. Ale nie taka, że choremu wszystko wolno. Przeciwnie, ona potrafiła stawiać im zadania, które byli w stanie wykonać i odczuć z tego tytułu satysfakcję".

W radzeniu sobie z rolą osoby bliskiej choremu pomagają też specjalne grupy wsparcia czy terapia. Ułatwią przeżywanie trudnych emocji oraz ich zrozumienie i wyrażenie.

Z partnerem można się rozstać, a co z dzieckiem?

- W sytuacji choroby psychicznej partnera na nowo układamy sobie w głowie, czym jest dla nas relacja z tą osobą – twierdzi Małgorzata Rutkowska. – Mogą się pojawić dramatyczne pytania o to, czy jesteśmy w stanie nadal być w tej relacji, czy mamy na to siłę, czy choroba nie jest dla nas zbyt niszcząca. Dobrze jest pomyśleć wtedy, czy to, co zostało uznane za chorobę psychiczną, nie przyczynia się (i nie przyczyniało od dawna) do powstania toksyczności relacji. To ważne pytanie zwłaszcza w przypadku tych, którzy odmawiają leczenia lub torpedują je, np. porzucając kolejne terapie. Nie możemy nikomu nakazać leczenia, ale również nikt – nawet bardzo chora osoba, o ile jest dorosła – nie może zmusić nas do relacji z nią.

Czasem więc rozstanie może zadziałać terapeutycznie na osoby tworzące związek. Jedną uwolni od szkodliwego uwikłania, a chorego skonfrontuje z rzeczywistością, co z kolei bywa bodźcem do pożytecznych zmian po jego stronie, takich jak refleksja nad sobą czy podjęcie terapii.

Uwadze rodziców, którzy mają dobry kontakt z dzieckiem, zapewne nie umknie żadne jego dziwne niepokojące zachowanie.

Jeden z doświadczonych psychiatrów wspomina, że został kiedyś poproszony o wizytę domową przez rodziców osiemnastolatki. Było to w kwietniu, na miesiąc prze maturą. Dziewczyna przestała praktycznie wychodzić z pokoju. Ponieważ była świetną uczennicą i zawsze sporo czasu poświęcała nauce, rodzice myśleli, że przygotowuje się do egzaminów, a do szkoły nie chodzi, bo parę godzin fakultetu można sobie darować. Zastanowiło ich natomiast, że nie opuszcza łóżka i nie odsłania okien.

Kiedy lekarz przeprowadził wywiad, okazało się, że dziewczyna na ten wieczór planowała odkręcić gaz, by pozbawić życia siebie i rodzinę. Choroba sprawiła, że była pewna, iż nadchodzi globalny kataklizm i aby oszczędzić sobie i rodzicom cierpień, postanowiła wszystkich "uratować". Podjęła więc decyzję o rozszerzonym samobójstwie. Dlatego tak ważne jest, by nie zwlekać, nie czekać, że może coś samo się poprawi, tylko skonsultować sprawę ze specjalistą.

- Jeśli z problemem psychicznym zmaga się dziecko, to najważniejszą formą wsparcia jest respektowanie zaleceń jego lekarza lub terapeuty – tłumaczy Małgorzata Rutkowska.

Często oznacza to udział w terapii rodzinnej, gdyż zaburzenia psychiczne i zaburzenia zachowania u dzieci są najczęściej wynikiem jakiejś nierównowagi w relacjach rodzinnych, która znajduje swoje "ujście" poprzez osobę najbardziej wrażliwą lub najsłabszą.

W przypadku dziecka rodzina często zaprzecza chorobie, a kiedy już przyjmie ją do wiadomości, musi zmierzyć się z rodzajem żałoby. Psycholodzy zauważają, że opieka nad dzieckiem z zaburzeniami psychicznymi jest niezwykle wyczerpująca, budzi też skrajne emocje: od miłości, współczucia i chęci ratowania za wszelką cenę, po smutek, bezradność, strach, rozczarowanie i wściekłość, a nawet uczucia wrogość.

Do tych wszystkich emocji mamy prawo, ale gdy stają się zbyt trudne do udźwignięcia, warto pomyśleć o kontakcie ze specjalistą, który nam pomoże. Przy terapeucie lub w grupie wsparcia można swoje uczucia wyrażać w sposób, który nikogo nie zrani, bo dziecko nie powinno być odbiorcą komunikatów o naszej wściekłości czy wrogości.

- Warto też zdawać sobie sprawę, że towarzyszący chorobie psychicznej nastrój udziela się domownikom – mówi dr Woźniak. – Kiedy starania angażujących się w pomoc nie odnoszą spodziewanych efektów, wszyscy czują się nieszczęśliwi. Opiekunowie zapadają na choroby somatyczne. Dlatego hospitalizacja bywa często najlepszym rozwiązaniem i dla chorego, i dla jego rodziny, ponieważ izolacja odcina wszystkich od negatywnych bodźców.

Jeśli czujesz, że jesteś w ciężkiej sytuacji i potrzebujesz porozmawiać z psychologiem, nie czekaj i zadzwoń pod bezpłatny numer 800 70 2222 całodobowego Centrum Wsparcia dla osób w kryzysie. Możesz również wysłać maila lub porozmawiać na chacie. Jeśli jesteś dzieckiem zadzwoń pod (również bezpłatny i anonimowy) numer przeznaczony dla nieletnich: 116 111.

Źródło : https://www.medonet.pl/psyche/zaburzenia-psychiczne,kiedy-choroba-psychiczna-wprowadzi-sie-do-naszego-domu--nauczmy-sie--jak-z-nia-zyc,artykul,74759368.html

Awatar użytkownika
Kluskowa
Administrator
Posty: 4641
Rejestracja: 05 mar 2017, 7:19
Gender:

Re: Matka wszystkich popaprańców.

Post: #27307 Kluskowa
21 lis 2020, 4:15

Zastanawia mnie, ile osób ze schizofrenią rzeczywiście ma wsparcie w rodzinie...

Moja mama najpierw nie chciała zapisać mnie do psychiatry (mogłam to zrobić sama, bo miałam 20 lat, ale nie byłam w stanie), bo uważała, że sobie wymyślam i lepiej, żebym skupiła się na tym, że cała rodzina jest na mnie wkurwiona, bo wywalili mnie ze studiów. Ciekawe dlaczego mnie wywalili...?

Kiedy wróciłam od psychiatry z receptami - skapnęła się, że wow, ja chyba mam jakiś problem. Mam, od jakichś 10 lat... Wiem, że to brzmi złośliwie, ale tak naprawdę nie chcę winić mamy. Miała swoje problemy i też nie było jej w życiu łatwo. Despotyczni rodzice, mąż alkoholik, w pewnym momencie też była zdana tylko na siebie, a ja byłam wtedy za mała, żeby to zrozumieć. Ale daje mi kasę na psychiatrę, na leki. Ja sama namawiam mamę, żeby w końcu zaczęła się leczyć. Ona nie chce. Trudno, wołami jej nie zaciągnę.

W ojcu alkoholiku natomiast nigdy nie miałam żadnego wsparcia. Kiedy zaczęłam się leczyć, słyszałam że to "wymysły konowałów", a ja mam w życiu za dobrze i nie chce mi się pracować. Zresztą całe życie głównym zadaniem mojego ojca było krytykowanie mnie i podcinanie mi skrzydeł. On sam ma syndrom Piotrusia Pana i przy tym uważa, że jest mądrzejszy od wszystkich lekarzy razem wziętych.
Śmieje się ze mnie, że jestem "starą panną" i "lesbą". Nie, nie jestem ani tym, ani tym. Ja po prostu nie zamierzam wydawać na świat dziecka, bo w przeciwieństwie do mojego ojca mam elementarne poczucie odpowiedzialności za innego człowieka. Nie dziwcie się, że postanowiłam, iż zabiorę jego geny do grobu i już nikt nie będzie przez nie cierpieć (ojciec też pochodził z rozbitej rodziny). A jeśli kiedyś wyprowadzimy się z moim przyjacielem gdzieś tam - mój ojciec dowie się o tym jako ostatni. I jako ostatni go pozna. Zawsze krytykował moich znajomych i naśmiewał się z nich, więc pewnie z partnerem będzie tak samo. Na szczęście nie jestem już małą dziewczynką i nie potrzebuję już w swoim życiu aprobaty tatusia. /bezradny/ Co nie znaczy, że to czasem nie boli...

Rzadko kiedy mówię rodzinie o swoich problemach. Czasem napomknę coś mamie. Nie chcę, żeby się denerwowała i sama miała swoje neurotyczne jazdy... A od ojca i tak usłyszę tylko tekst typu "to siedź więcej przy tym komputerze!". Po co się wkurzać...
W najgorszym okresie mojego życia wsparcia udzielał mi... ktoś inny. Miałam tylko jego.
Teraz mam jeszcze przyjaciół, do których zawsze mogę się zwrócić.
We put cameras in the cameras. She'll never suspect.

Spokojny
Wyjadacz
Posty: 130
Rejestracja: 03 lut 2018, 16:11
Lokalizacja: Katowice
Zawód: Pracownik Ochrony
Kontaktowanie:

Re: Matka wszystkich popaprańców.

Post: #27347 Spokojny
21 lis 2020, 21:34

Fasolka pisze:- Ty jesteś matką wszystkich popaprańców – powtarza Marii jej dwudziestokilkuletni syn, a ona się uśmiecha, jakby usłyszała najwspanialszy komplement. Faktycznie, ma poczucie misji. Ilu już ona młodych wyciągała z różnych stanów psychotycznych...? Po kilku latach doświadczeń mówi, że około dwudziestki to zadziwiająco powszechne zjawisko. Teraz pomaga jej syn. Mają znajomego, który dzwoni w środku nocy ogłaszając, że zbawienie już nadchodzi. Więc szybko ustalają, kto będzie z nim rozmawiał.

Syn Marii zaczął mieć problemy psychiczne na studiach. Ale nie tylko on - dwóch jego dobrych przyjaciół również zmagało się z depresją, lękami, schizofrenią. Zaburzenia psychiczne coraz częściej dotykają młodych ludzi
Maria mówi otwarcie, że życie z człowiekiem cierpiącym na zaburzenia psychiczne jest bardzo trudne. Trzeba też sobie jasno uświadomić, że nie zawsze można mu pomóc, bo miłością z depresji, choroby dwubiegunowej czy schizofrenii człowieka się nie wyleczy
Jak pomóc bliskiemu, który ma problemy psychiczne? Psychiatra dr Tomasz Woźniak wskazuje, co robić, a czego bezwzględnie unikać, aby nie pogorszyć stanu chorego

Psychiatra: choroba umysłu nie różni się od choroby ciała

Maria twierdzi, że bezradność młodych ludzi w konfrontacji z zaburzeniami psychiki jest uderzająca i wciąż zbyt mało się o tym mówi. Zresztą bezradność dotyczy nie tylko osób chorych, ale i ich środowiska. Na depresję czy schizofrenię najbliższych nikt nigdy nie jest przygotowany. A wysiłki rodziny najczęściej koncentrują się na starannym ukrywaniu choroby, która nadal stygmatyzuje i ją, i chorego.

- Przede wszystkim trzeba pamiętać, że jeśli mówimy o zaburzeniach psychicznych, to są to schorzenia, w których najczęściej potrzebna jest pomoc specjalisty – mówi Małgorzata Rutkowska, psycholog, psychoterapeutka analityczna z warszawskiej kliniki Psychomedic.

– Czasem uważa się, że to, czego nie widać w postaci zmian w ciele, w wynikach badań laboratoryjnych, nie jest prawdziwą chorobą. To nieprawda. Zaburzenia psychiczne są tak samo realnymi chorobami, jak choroby somatyczne, i tak samo wymagają poważnego podejścia i leczenia. Z faktu, że problemy psychiczne "same się pojawiły", nie wynika, że same miną. Najczęściej wręcz przeciwnie, z czasem się potęgują i stają się trudniejsze do poradzenia sobie i do leczenia - mówi ekspertka.

- Nie ma powodu, by podchodzić do choroby psychicznej inaczej niż np. do zapalenia płuc – podkreśla dr Tomasz Woźniak, lekarz psychiatra z kliniki Medox w Pomiechówku. – Podstawową kwestią zarówno dla chorego, jak i jego bliskich jest rozpoznanie. Następnie informacje dotyczące procesu leczenia, np. czy chory wymaga hospitalizacji. Jeśli ktoś ma lekkie zapalenie płuc, nie potrzebuje tlenu ani stałego dozoru. Może leżeć w domu i tam przyjmować leki. Czy rodzina wyciąga go wtedy na spacery, po zakupy albo zmusza do jakiejś aktywności towarzyskiej? Nie, bo choruje na zapalenie płuc. Musi leżeć i się leczyć. Tak samo w chorobie psychicznej – dodaje dr Woźniak.

– Swoje trzeba odchorować. Proszę mi wierzyć, że jeśli stan pacjenta się poprawi, to on sam wyrazi ochotę na wyjście z domu. Choroba ma swoje prawa, a pacjent inaczej widzi świat i to trzeba zrozumieć - dodaje.
Rodzina Marii powiększyła się o depresję

- Byli niezłymi kolegami jeszcze w liceum – opowiada Maria. – Mieli, cała trójka, świetne wyniki w nauce. Wydawało się, że od razu po maturze zawojują świat. Bo kto, jeśli nie oni. A potem dość raptownie wszystko się posypało.

- Pierwszy na obserwacji psychiatrycznej wylądował Piotrek. Wprowadzał się do dziewczyny i wyprowadzał. Później pojawiła się fobia społeczna, przestał wychodzić z domu. Drugi, Paweł, który zaczął studia w Anglii, nagle je przerwał. Wrócił do kraju i podjął pracę fizyczną w jakimś magazynie, pokłóciwszy się przedtem z całą rodziną. Chodzi teraz na terapię. A trzeci wprawdzie studiował, ale znienacka, bez uchwytnego powodu, dopadł go lęk. Ten trzeci był moim synem... - mówi Maria.

- Pewnego dnia zadzwonił do mnie z uczelni i powiedział, że zaraz wraca do domu, "bo przydarzyło mu się coś dziwnego". To był jego pierwszy atak lękowy, ale wtedy nie mieliśmy o tym pojęcia. Wszedł do przedpokoju i powiedział: "Siedziałem nad chińczykiem w knajpie i nagle poczułem, że odjeżdżam. Że nie wiem, gdzie jestem. Kim są ci ludzie dookoła". Po kilkunastu minutach świat wrócił do normy, ale mój syn, nota bene kawał chłopa, 185 cm wzrostu, przestraszył się. W domu przyglądał się wszystkiemu podejrzliwie, jakby bał się, że świat mu się znowu rozpłynie. W nocy nie zasnął. Siedzieliśmy na podłodze gadając do rana, a mnie żołądek podchodził do gardła. Bo z tego co mówił, jak się zachowywał, wynikało, że wydarzyło się coś STRASZNEGO. Coś nieodwracalnego, a mój syn łapie się resztek rzeczywistości jak tonący łódki. Myśleliśmy wtedy, że to schizofrenia. W tej diagnozie dopomógł naturalnie dr Google - opowiada kobieta.

W relacjach wielu rodziców powtarza się stwierdzenie, że ich dzieci najbardziej boją się właśnie tego, że nieodwołalnie tracą rozum. A oni z reguły nie mają pojęcia, co się dzieje, nie potrafią zareagować. Tymczasem w taki sposób może objawić się np. depresja. Wcale nie ospałością i spadkiem energii, ale zaburzeniami oddechu, nastroju, derealizacją (osoba dotknięta ma poczucie, że otaczający świat jest zmieniony, nierealny), stanami lękowymi.

- Podkreślam znaczenie psychoedukacji – mówi dr Woźniak. – Najbliżsi chorego powinni dowiedzieć się od prowadzącego psychiatry, jakie są objawy prodromalne, zwiastujące epizod chorobowy, by odpowiednio wcześnie zareagować. Powinni też zapoznać się z zalecanymi formami leczenia, czyli jakie leki i kiedy musi przyjmować pacjent.

Podejrzewasz u siebie lub bliskiej osoby depresję? Zrób badania:

Syn się leczy, matka czuwa

- Trzeba się tego wszystkiego w biegu nauczyć – wspomina Maria – bo sytuacja w depresji bywa dynamiczna. I nie rezygnować z profesjonalnej pomocy. Farmakologia może względnie szybko wyprowadzić zarówno z marazmu, jak i zgasić pobudzenie lękowe. Już sam fakt, że działa, mniej więcej po dwóch tygodniach, wpływa na wszystkich kojąco.

Małgorzata Rutkowska zwraca uwagę, że choroba przebiega w układzie: chory – osoby z najbliższego otoczenia – świat zewnętrzny. Zarówno w sytuacji zaostrzonego kryzysu, gdy pierwszy raz zauważymy niepokojące zmiany w zachowaniu, nietypowy nastrój (smutek, zaniechanie aktywności lub wręcz przeciwnie - nadaktywność, nierealistyczny entuzjazm), pojawienie się dziwacznych poglądów, działań czy agresji, jak i wtedy, gdy diagnoza jest już znana, problemy psychiczne pacjenta odbijają się negatywnie na zdrowiu psychicznym członków rodziny czy partnera.

I o ile zazwyczaj wiemy, czego potrzebuje od nas osoba zmagająca się z zaburzeniem, o tyle często zapominamy o sobie jako o kimś zdrowym, kto nie jest w danej chwili najważniejszy. Tyle że bycie tym mniej ważnym, nieraz przez długie lata, wyniszcza nie tylko kogoś, kto tak o sobie myśli, ale całą rodzinę. Ponieważ nie jest ona zbiorem odrębnych niezależnych jednostek, ale wieloaspektowo powiązanym systemem. Trudno więc oddzielić kwestię, co robić w sprawie chorego od tego, co powinniśmy zrobić w związku z naszą własną sytuacją emocjonalną.

Podobne refleksje ma Maria. Mówi otwarcie, że życie z człowiekiem cierpiącym na zaburzenia psychiczne jest bardzo trudne. Trzeba też sobie jasno uświadomić, że nie zawsze można mu pomóc, bo miłością z depresji, choroby dwubiegunowej czy schizofrenii człowieka się nie wyleczy. W jej przypadku skutek odniosło połączenie empatii z jednoczesną obroną własnego terytorium. Dodaje też, że to drugie jest niezbędne, jeśli chce się przetrwać i zachować własną jaźń.

Dr Tomasz Woźniak wymienia zasady, którymi powinniśmy się kierować się w kontakcie z osobą w depresji. Ten prosty przewodnik pomaga wspierać chorych na co dzień.

Co robić?

Rozmawiaj - wykaż zainteresowanie stanem i samopoczuciem chorego
Pomóż w planowaniu - zaangażuj się w organizację czasu tej osoby
Zasugeruj wizytę u specjalisty - pomóż znaleźć profesjonalną pomoc, zawieź chorego do gabinetu lekarza lub zamów wizytę domową
Wspieraj - utwierdź chorego w przekonaniu, że może na ciebie liczyć
Zaakceptuj, zrozum - potraktuj depresję, jak każdą inną chorobę somatyczną, pozwól choremu leżeć w łóżku, jeśli odczuwa taką potrzebę
Zachęcaj - zachęcaj do wykonywania drobnych czynności, ale nic na siłę. W miarę odzyskiwania zdrowia chory sam stopniowo będzie zwiększał swoją aktywność
Słuchaj, bądź cierpliwy - słuchaj, lecz nie zmuszaj do odpowiedzi
Współodczuwaj - bądź empatyczny, wczuj się w stan chorego

Czego nie robić?

Nie udzielaj rad typu: "musisz się pozbierać, weź się w garść"
Nie bagatelizuj: "otrząśnij się, nie przejmuj się"
Nie porównuj: "inni mają dużo gorzej, ale się nie załamują"
Nie krytykuj: "ciągle tylko narzekasz, wiecznie jesteś niezadowolony"
Nie lekceważ: "sam sobie musisz z tym poradzić"
Nie nakazuj: "zrób coś, wyjdź na spacer, nie leż w łóżku"
Nie oceniaj: "ale z ciebie pesymista"
Nie obwiniaj: "ponosisz karę za swoje błędy"
Nie zmuszaj: "może byś wreszcie wstał i coś zrobił"

- Jeśli osoba z zaburzeniami jest dorosła i ma w miarę zdrowy kontakt z rzeczywistością, czyli nie ma urojeń, warto szczerze porozmawiać z nią o sytuacji, o samopoczuciu jej i naszym – radzi Małgorzata Rutkowska. – O tym, co jest dla niej trudne, i o tym, co jest trudne dla nas jako partnera, członka rodziny, współlokatora. O tym, co mimo choroby możemy robić razem i co nas łączy. O tym, że zmaganie z chorobą jest wspólnym zadaniem, i o tym, jak to zadanie planować. Jeśli towarzyszymy choremu w jego życiu i procesie leczenia, musimy też mieć w stosunku do niego wymagania, mamy prawo domagać się przestrzegania zasad, z których główną jest nieprzerywanie leczenia, ale też szacunek dla otoczenia, respektowanie uczuć innych. Jest to niezwykle ważne zwłaszcza w przypadku osób z zaburzeniami osobowości i uzależnieniami: uczą się istnienia i ważności granic międzyludzkich.

Słowa psycholożki potwierdza inna opowieść:

"Miałam sąsiadkę, która żyła pod jednym dachem z mężem i dwoma dorosłymi synami. Wszyscy trzej cierpieli na schizofrenię. W dodatku co pewien czas nie brali leków. Zarówno mąż, jak i synowie mieli potem konflikty z prawem itp. Sytuacja nie do pozazdroszczenia, ale ta moja sąsiadka umiała z nimi postępować, zachowując jednocześnie własne zdrowie psychiczne. Wydaje mi się, że kluczową rolę odgrywała jej akceptacja. Ale nie taka, że choremu wszystko wolno. Przeciwnie, ona potrafiła stawiać im zadania, które byli w stanie wykonać i odczuć z tego tytułu satysfakcję".

W radzeniu sobie z rolą osoby bliskiej choremu pomagają też specjalne grupy wsparcia czy terapia. Ułatwią przeżywanie trudnych emocji oraz ich zrozumienie i wyrażenie.

Z partnerem można się rozstać, a co z dzieckiem?

- W sytuacji choroby psychicznej partnera na nowo układamy sobie w głowie, czym jest dla nas relacja z tą osobą – twierdzi Małgorzata Rutkowska. – Mogą się pojawić dramatyczne pytania o to, czy jesteśmy w stanie nadal być w tej relacji, czy mamy na to siłę, czy choroba nie jest dla nas zbyt niszcząca. Dobrze jest pomyśleć wtedy, czy to, co zostało uznane za chorobę psychiczną, nie przyczynia się (i nie przyczyniało od dawna) do powstania toksyczności relacji. To ważne pytanie zwłaszcza w przypadku tych, którzy odmawiają leczenia lub torpedują je, np. porzucając kolejne terapie. Nie możemy nikomu nakazać leczenia, ale również nikt – nawet bardzo chora osoba, o ile jest dorosła – nie może zmusić nas do relacji z nią.

Czasem więc rozstanie może zadziałać terapeutycznie na osoby tworzące związek. Jedną uwolni od szkodliwego uwikłania, a chorego skonfrontuje z rzeczywistością, co z kolei bywa bodźcem do pożytecznych zmian po jego stronie, takich jak refleksja nad sobą czy podjęcie terapii.

Uwadze rodziców, którzy mają dobry kontakt z dzieckiem, zapewne nie umknie żadne jego dziwne niepokojące zachowanie.

Jeden z doświadczonych psychiatrów wspomina, że został kiedyś poproszony o wizytę domową przez rodziców osiemnastolatki. Było to w kwietniu, na miesiąc prze maturą. Dziewczyna przestała praktycznie wychodzić z pokoju. Ponieważ była świetną uczennicą i zawsze sporo czasu poświęcała nauce, rodzice myśleli, że przygotowuje się do egzaminów, a do szkoły nie chodzi, bo parę godzin fakultetu można sobie darować. Zastanowiło ich natomiast, że nie opuszcza łóżka i nie odsłania okien.

Kiedy lekarz przeprowadził wywiad, okazało się, że dziewczyna na ten wieczór planowała odkręcić gaz, by pozbawić życia siebie i rodzinę. Choroba sprawiła, że była pewna, iż nadchodzi globalny kataklizm i aby oszczędzić sobie i rodzicom cierpień, postanowiła wszystkich "uratować". Podjęła więc decyzję o rozszerzonym samobójstwie. Dlatego tak ważne jest, by nie zwlekać, nie czekać, że może coś samo się poprawi, tylko skonsultować sprawę ze specjalistą.

- Jeśli z problemem psychicznym zmaga się dziecko, to najważniejszą formą wsparcia jest respektowanie zaleceń jego lekarza lub terapeuty – tłumaczy Małgorzata Rutkowska.

Często oznacza to udział w terapii rodzinnej, gdyż zaburzenia psychiczne i zaburzenia zachowania u dzieci są najczęściej wynikiem jakiejś nierównowagi w relacjach rodzinnych, która znajduje swoje "ujście" poprzez osobę najbardziej wrażliwą lub najsłabszą.

W przypadku dziecka rodzina często zaprzecza chorobie, a kiedy już przyjmie ją do wiadomości, musi zmierzyć się z rodzajem żałoby. Psycholodzy zauważają, że opieka nad dzieckiem z zaburzeniami psychicznymi jest niezwykle wyczerpująca, budzi też skrajne emocje: od miłości, współczucia i chęci ratowania za wszelką cenę, po smutek, bezradność, strach, rozczarowanie i wściekłość, a nawet uczucia wrogość.

Do tych wszystkich emocji mamy prawo, ale gdy stają się zbyt trudne do udźwignięcia, warto pomyśleć o kontakcie ze specjalistą, który nam pomoże. Przy terapeucie lub w grupie wsparcia można swoje uczucia wyrażać w sposób, który nikogo nie zrani, bo dziecko nie powinno być odbiorcą komunikatów o naszej wściekłości czy wrogości.

- Warto też zdawać sobie sprawę, że towarzyszący chorobie psychicznej nastrój udziela się domownikom – mówi dr Woźniak. – Kiedy starania angażujących się w pomoc nie odnoszą spodziewanych efektów, wszyscy czują się nieszczęśliwi. Opiekunowie zapadają na choroby somatyczne. Dlatego hospitalizacja bywa często najlepszym rozwiązaniem i dla chorego, i dla jego rodziny, ponieważ izolacja odcina wszystkich od negatywnych bodźców.

Jeśli czujesz, że jesteś w ciężkiej sytuacji i potrzebujesz porozmawiać z psychologiem, nie czekaj i zadzwoń pod bezpłatny numer 800 70 2222 całodobowego Centrum Wsparcia dla osób w kryzysie. Możesz również wysłać maila lub porozmawiać na chacie. Jeśli jesteś dzieckiem zadzwoń pod (również bezpłatny i anonimowy) numer przeznaczony dla nieletnich: 116 111.

Źródło : https://www.medonet.pl/psyche/zaburzenia-psychiczne,kiedy-choroba-psychiczna-wprowadzi-sie-do-naszego-domu--nauczmy-sie--jak-z-nia-zyc,artykul,74759368.html

Bardzo mądry artykuł-dzięki Fasolka :)
Michal /kawa/


Wróć do „Schizofrenia”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość